Strona Grupa Eskadra Opcom
paź
08

TV Białystok - reportaż

dnia: środa, 08 października 2008

Źródło: TV Białystok
paź
07

Zobaczcie, jak u nas jest fajnie!

dnia: wtorek, 07 października 2008


Źródło: Gazeta Współczesna, 02. 10. 2008., Anna Mieszyńska
paź
07

Kochaj albo... kochaj

dnia: wtorek, 07 października 2008


Źródło: Kurier Poranny, 02. 10. 2008., Aneta Boruch
paź
07

Białystok

dnia: wtorek, 07 października 2008


Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok, 02. 10. 2008., Monika Kosz - Koszewska
sie
28

Promocja już tylko ze strategią

dnia: czwartek, 28 sierpnia 2008


Źródło: Jarociński Przegląd Informacji, sierpień 2008, Magdalena Bielawska
lip
23

Eskadra lansuje innych, wylansuje i nas

dnia: środa, 23 lipca 2008
Ratusz wybrał firmę, która opracuje strategię promocji Płocka. Spośród pięciu propozycji najlepsza okazała się krakowska Grupa Eskadra, która zrealizowała już m.in. strategie Krakowa, Torunia, Sopotu i Białegostoku.

Na wykonanie strategii promocji urząd miasta zabezpieczył w budżecie 250 tys. zł brutto. Zwycięska Eskadra w pokonanym polu pozostawiła czterech konkurentów, m.in. wrocławską firmę EKSA i warszawski WYG International. Krakowska firma uznała, że opracowanie strategii będzie ją kosztowało 170 tys. zł, otrzymała też najwyższe oceny za zawartość merytoryczną swojej oferty. Przyszła strategia ma zawierać analizę obecnej sytuacji, określenie wizji i podstawowych problemów miasta, a także sposoby ich rozwiązywania. W dokumencie mają się też znaleźć: ramowa strategia komunikacji, opracowanie systemu wdrażania strategii oraz opracowanie identyfikacji wizualnej (np. logo). Aby upewnić się w trafności wyboru, wszystkie oferty były oceniane przez dwóch niezależnych ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego.

Teraz od momentu potwierdzenia otrzymania zawiadomienia o wynikach wszystkie firmy mają siedem dni na składanie protestów, a jeśli takich nie będzie, zostanie podpisana umowa. Eskadra, która opracuje strategię promocji na lata 2009-13, będzie miała na to cztery miesiące, licząc od jej podpisania.

Śląskie skarby i Holandia w Opolu

Eskadra jest jedną z największych na polskim rynku firm zajmujących się marketingiem miejsc. Jak dotąd opracowała m.in. strategie promocyjne Krakowa, Białegostoku, Torunia, województwa małopolskiego, śląskiego i opolskiego, a obecnie pracuje nad Sopotem i Jarocinem. Przygotowała też m.in. akcję promującą starania Polski i Ukrainy o przyznanie Euro 2012. Strategie Eskadry zyskują uznanie ekspertów, m.in. kampania z hasłem "Wschodzący Białystok", które miesięcznik "Press" uznał za jedno z najbardziej nośnych w kraju. Tak samo z województwem śląskim, którego strategia opiera się na pokazywaniu wybranych miejsc w województwie uosabiających "śląskie dumy i radości", a hasła reklamowe oparte są na grze słów, np. "Śląskie skarby często chowa" czy "Śląskie zabrze wygrywa".

Ale są też bardziej kontrowersyjne i budzące duże emocje przykłady, np. przygotowana dla województwa opolskiego kampania "Kwitnące opolskie", która miała przekonywać, że to kraina usłana tulipanami i stokrotkami niczym Holandia. - Ona w żaden sposób nie charakteryzuje tego regionu, taką kampanię można by zrobić o każdej części Polski - oburzali się eksperci na łamach opolskiego wydania "Gazety". Według krytyków strategia jest zbyt odważna i skupia się tylko na niektórych walorach regionu, zdaniem Eskadry miała ona podkreślać zielony charakter województwa i jego potencjał rozwojowy.

Złe skojarzenia też można wykorzystać

Nie udało nam się dowiedzieć, co znalazło się w konspekcie Grupy Eskadra - firma zastrzegła to sobie przy wysyłaniu swojej oferty, a poza tym woli poczekać do podpisania umowy. Zaraz po tym zaczną się prace. - Najpierw jest żmudny etap analityczny, w czasie którego zbieramy i analizujemy wszystkie informacje dotyczące miasta i regionu. Potem następuje kreacja, czyli skupienie się na najmocniejszych promocyjnych stronach miasta i wykreowanie na ich podstawie odpowiedniego wizerunku - mówi Monika Szychowiak, account manager MarketPlace, działu opracowującego strategie miast, która jest częścią Eskadry.

W przypadku Białegostoku miejskimi walorami były żubr, pałac Branickich, klub piłkarski Jagiellonia i język esperanto z jego twórcą Ludwikiem Zamenhofem, a negatywne skojarzenia to Kononowicz i disco polo, symbol tandety, który jednak zdaniem Eskadry też można wykorzystać, na przykład tworząc muzeum popkultury na wesoło.

Szychowiak podkreśla, że przy pracy nad promocją miasta bardzo ważny jest kontakt z mieszkańcami i stałe konsultacje społeczne prowadzone m.in. w formie otwartych spotkań. - Słuchamy pomysłów ludzi, przedstawiamy nasze wnioski i współpracujemy z mediami lokalnymi, które często organizują ankiety i sondaże dotyczące preferencji mieszkańców, których opinie są dla nas bardzo istotne - dodaje. Na koniec pozostaje wybór jednej linii kreatywnej i stworzenie marketingowego planu działań oraz bardziej szczegółowe rozwiązania. Często zdarza się, że końcowy efekt strategii promocyjnej jest zaskoczeniem dla miejscowych. - Jako osoby z zewnątrz mamy zupełnie inny ogląd na dane miejsce niż ludzie mieszkający w nim od lat. Ale mieszkańcy to nasi pierwsi odbiorcy i oni są dla najważniejsi. Muszą się dobrze czuć z naszą strategią i promocyjnymi hasłami, bo sami będą ambasadorami tego, co uda się nam wypracować - tłumaczy Szychowiak.

Jeśli nie będzie protestów, prace nad budową strategii Płocka mogą się zacząć już za kilkanaście dni.

Źródło: Gazeta Wyborcza Płock, 23. 07. 2008, Mariusz Piotrowski
lip
01

Pokochaj Białystok. Od jesieni

dnia: wtorek, 01 lipca 2008
Po wakacjach zaatakują nas billboardy, spoty radiowe i reklamy w gazetach pokazujące... Białystok. Chodzi o to, by białostoczanie bardziej polubili swoje miasto.

Będzie to pierwszy etap dużej kampanii reklamowej przygotowywanej przez magistrat. Promocję miasta w mieście zaleciła miejskim włodarzom firma Eskadra, która opracowała kompleksową strategię pokazywania Białegostoku w kraju. Kampania białostocka oparta będzie na haśle "Wschodzący Białystok" (ostatnio znalazło się nawet wśród dziesięciu najlepszych haseł wybranych przez miesięcznik "Press" obok haseł Gdańska, Wrocławia, Łodzi czy Opola).

- Kampania wizerunkowa w mieście to pierwszy etap wdrażania strategii promocji Białegostoku. Zgodnie z sugestiami Eskadry zaczynamy od mieszkańców. Zależy nam na tym, by poczuli się dumni, że są białostoczanami - mówi Piotr Woroniecki z biura promocji miasta w magistracie.
Punktem wyjścia ma być oczywiście "Wschodzący Białystok".

- Chcemy, by każdy mógł powiedzieć coś więcej na temat tego hasła, na temat Wschodzącego Białegostoku - dodaje Woroniecki. Jaki będzie efekt? Na razie trudno przesądzać.

- Do 14 lipca czekamy na oferty firm zajmujących się profesjonalnie tego typu działaniami - dodaje Martyna Zaniewska z biura promocji miasta. - Przy wyborze tej, która opracuje nam kampanię będziemy kierowali się nie tylko ceną, ale i czytelnością zaprojektowanych rozwiązań graficznych, oryginalnością przekazu i doborem kluczowych słów.

Magistrat liczy również na kilka propozycji kierowanych do różnych grup wiekowych. Za co innego bowiem Białystok powinni "pokochać" młodsi, zupełnie za coś innego starsi.

W każdym razie jesienią możemy spodziewać się w mieście kilkudziesięciu billboardów, spotów w radiu, telewizji, a także w kinach - urzędnicy chcieliby wykorzystać sieć Helios (jesienią ruszy drugi multipleks tej firmy przy ul. Świętojańskiej). Reklamy mają też bić w oczy w lokalnej prasie i na stronach internetowych.

Niewykluczone, że kampania kierowana do białostoczan połączona będzie z drugą, kierowaną do środowiska biznesowego.

- Czekamy tylko na decyzję, kiedy zacznie powstawać nasz park naukowo-technologiczny - dodaje Woroniecki. - Jeżeli zacznie się dziać coś wokół niego już jesienią, to na przełomie października i listopada będziemy mieli gotowe spoty biznesowe. A w przyszłym roku zaczynamy kampanię kierowaną do turystów.

Tu miasto liczy na wsparcie z Regionalnego Programu Operacyjnego, by z promocją wejść na bilboardy, anteny radiowe i ekrany telewizyjne w całej Polsce.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok, 01. 07. 2008., Andrzej Kłopotowski
cze
17
Hasło promujące Białystok zajęło trzecie miejsce w rankingu branżowego miesięcznika "Press". Jurorzy oceniają, że to hasło bez zadęcia, zwracające uwagę na przyczajonego tygrysa Wschodu.

Pismo o mediach i marketingu zebrało 42 nadesłane przez regiony i miasta hasła z najnowszych kampanii i strategii promocyjnych. Jurorzy - specjaliści od turystyki i reklamy, doceniali te, które najtrafniej streszczają ideę kampanii i najbardziej przemawiają do potencjalnych turystów czy inwestorów. "Wschodzący Białystok" - hasło, które przyświeca strategii promocji miasta stworzonej na zlecenie magistratu przez agencję Grupa Eskadra, zdobyło trzecie miejsce ex aequo z Łodzią, Warszawą, Toruniem i Mrągowem. Najwyżej ocenione zostało hasło "Gdańsk morze możliwości".

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok, 17. 06. 2008.
kwi
21

Na wschodzie kraju Białystok daje przykład innym

dnia: poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Na wschodzie kraju Białystok daje przykład innym

Sylwester Sacharczuk

"Rising Białystok"

- to hasło, które przez najbliższe cztery lata będzie promowało stolicę Podlasia.

Hasło i obszerną strategię promocji stworzyła na zlecenie władz Białegostoku Grupa Eskadra, która wcześniej promowała już m.in. Kraków, Śląsk, a także przygotowywała polską prezentację podczas zabiegów o zorganizowanie przez Polskę i Ukrainę EURO 2012.

Na początku agencja zaproponowała władzom miasta pięć kluczowych haseł, na których mogłaby się opierać strategia promocji: Białystok jako miasto wschodzące (rising), miasto ekspresji, żywy tygiel kultur, miasto ekologiczne oraz miasto porozumienia. Wygrał "Wschodzący Białystok", bo spodobał się władzom i mieszkańcom.

- "Rising Białystok" będzie kojarzony z pierwszym miastem na wschodzie kraju, będącym niejako bramą zjednoczonej Europy i miejscem odpowiednim na taką inwestycję, jak centrum porozumienia Wschód-Zachód. Chodzi nam o wizerunek stolicy regionu jako nowej, wschodzącej siły, budzącego się miasta, pełnego pasji i ekspresji. Hasło można wykorzystać na wiele sposobów: jako promjące miasto wschodzącej turystyki czy wschodzącej nauki - argumentuje Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny Grupy Eskadra.

Nowe i stare

Kampania Białegostoku ma być dynamiczna, ze słońcem jako motywem przewodnim. Oficjalnymi kolorami są żółć i czerwień - barwy flagi miejskiej, a zarazem klubu Jagiellonia, który jest jedną z wizytówek miasta w kraju.

- Chodzi nam głównie o to, aby pokazać Białystok jako miasto żywe, dynamiczne, nowoczesne, dające wiele możliwości, a także podkreślać swoją tożsamość, kulturę i tradycję - wymienia Tadeusz Arłukowicz, wiceprezydent miasta.

Dlatego strategia promocyjna opiera się na wielokulturowości. Białystok jest znany w Polsce jako miasto dialogu kultur: polskiej, białoruskiej, tatarskiej, żydowskiej i ukraińskiej. Ogromne możliwości promocyjne wynikają również z tego, że urodził się tutaj Ludwik Zamenhof, twórca języka esperanto. Latem 2009 r. Białystok będzie gospodarzem 94. Światowego Kongresu Esperanto. Specjalnie z tej okazji zostanie wybudowane Centrum Esperanto.
Atutem w promocji mają być także znane komercyjne marki kojarzące się z miastem: Żubr i Żubrówka oraz zjawiska kulturalne: środowisko tancerzy hip-hop, tradycje sztuki lalkarskiej i powstające Europejskie Centrum Sztuki. Symbolami wizualnymi miasta mają być pałac Branickich, opera i dzielnica Bojary.

Promocja bluesem

Kolejnym sposobem na promocję miasta jest ustanowiony przez jego władze "Rok bluesa w Białymstoku". Skąd ten pomysł? Otóż właśnie tu odbywa się najstarszy w Polsce festiwal bluesowy "Jesień z bluesem" (od 1978 r.), także stąd pochodzi legendarny zespół bluesowy Kasa Chorych. W ramach "Roku bluesa" odbędą się m.in. duże imprezy plenerowe, koncerty w klubach i pubach, pokazy filmów, warsztaty muzyczne. W planach jest także otwarcie "Alei gwiazd bluesa".

Za przygotowanie strategii promocji - inwestycyjnej, turystycznej i wewnętrznej miasta - Grupa Eskadra otrzyma 60 tys. zł. Mateusz Zmyślony przyznał, że Białystok jest pierwszym miastem tej wielkości, które decyduje się na zakup profesjonalnej strategii promocji.

Źródło: Puls Biznesu, 21. 04. 2008, str 18
kwi
21

W interesie władzy, inwestorów i mieszkańców

dnia: poniedziałek, 21 kwietnia 2008

W interesie władzy, inwestorów i mieszkańców

Marcin Zawiśliński

Miejski image

Coraz więcej miast wydaje miliony na kampanie wizerunkowe. Ostatnio Gdańsk i Szczecin. Niedługo zrobią to Sopot i Białystok.
W połowie kwietnia do boju o turystów, studentów i inwestorów ruszyły jednocześnie dwa nadmorskie okręty flagowe. Szczecin jako "the most visionery city in Europe" chce się stać jedną z najbardziej kreatywnych metropolii na Starym Kontynencie. Na przygotowanie strategii promocji władze miasta wydały 480 tys. zł.
Z kolei 1,1 mln zł zainwestował w swój wizerunek Gdańsk. Pod hasłem "Tu się żyje" chce przyciągnąć ludzi i pieniądze. Ma w tym pomóc kampania zrealizowana przez agencję reklamową Mediafocus.
- Jesienią planujemy też zagraniczną kampanię wizerunkową, na którą przeznaczymy około 2 mln zł z blisko 5 mln, jakie w tym roku wydamy na wszystkie działania promocyjne miasta - zapowiada Anna Zbierska, dyrektor biura promocji Gdańska.

Plan i działanie

W tyle nie chce pozostać Sopot. Za ponad 200 tys. zł wynajął agencję Eskadra MarketPlace (Grupa Eskadra), aby do końca lipca przygotowała strategię marki miasta na lata 2008-14 i koncepcję kampanii wizerunkowej. W pracach będzie brał udział doradca prezydenta ds. wizerunku miasta Krzysztof Materna, który jest autorem briefu do przetargu.
- Już wcześniej do akcji wizerunkowych wykorzystywaliśmy polarnika Marka Kamińskiego i muzyka Leszka Możdżera - mówi Katarzyna Kucz-Chmielewska, rzecznik prasowy Sopotu.
Z kolei Ruda Śląska wykorzystuje do promocji w regionie pochodzących stamtąd sportowców: Marcina Baszczyńskiego i Zuzannę Radecką. Mysłowice sięgnęły po Artura Rojka, a Szczecin po Monikę Pyrek i Mateusza Sawrymowicza.
Co jest podstawą skutecznej kampanii wizerunkowej?
- Dobra strategia promocyjna. Wynikają z niej konkretne działania z zakresu komunikacji marketingowej: PR, lobbing, public affairs. W reklamie są to zazwyczaj kampanie outdoorowe. Problem w tym, że nadal niewiele polskich miast ma strategię marki i strategię promocji. Jednym z pierwszych był Kraków, teraz także Wrocław, Szczecin, Gdańsk, Gdynia i Toruń - opowiada Anna Proszowska-Sala, pomysłodawczyni i szefowa Festiwalu Promocji Miast i Regionów.

Krakowianie nadają ton

Akcje reklamowe miast powinny współgrać z PR-owymi. Znakomicie pod tym względem promuje się Wrocław. Ale nie wszędzie jest tak dobrze.
- Wiele miast ma problem z budowaniem własnej tożsamości i odpowiedzią na pytanie, do kogo kierują swój komunikat wizerunkowy. Przede wszystkim liczy się dobry pomysł, a nie duże pieniądze - podkreśla Anna Proszowska-Sala.
Według specjalistów, nieudaną, bo nie wiadomo do kogo skierowaną, outdoorową kampanię wizerunkową zrealizował za 100 tys. zł Włocławek.
Z danych Związku Miast Polskich za 2006 r. (ostatnie dostępne) wynika, że na większość kampanii promocyjnych samorządy wydały 100- -200 tys. zł. Ale województwo śląskie za najnowszą kampanię wizerunkową zapłaciło 880 tys. zł. Wykonała ją Eskadra MarketPlace. Ta krakowska agencja staje się niemal monopolistą w tym zakresie. Zaczęła od realizacji strategii turystyczno-marketingowej dla Warszawy (2006 r.). Potem pracowała dla Krakowa, Torunia i Lublińca, Małopolski i Opolszczyzny. Za dwa tygodnie ma przedstawić strategię dla Białegostoku.
- Boom na promocję miast i regionów zaczął się po wejściu Polski do UE. Wtedy wielu przedstawicieli władz samorządowych uświadomiło sobie, jakie znaczenie dla ich dalszego rozwoju ma promocja i że można na nią dostać unijną dotację - zauważa Adam Kałucki z Eskadra MarketPlace.
Wszystko wskazuje na to, że popyt będzie rósł. Bo promocja miast leży w interesie nie tylko polityków, ale głównie przyszłych inwestorów, turystów i samych mieszkańców. Na przykład Rzeszów i Lublin prowadzą kampanie mające przyciągnąć do tych miast studentów.

Źródło: Puls Biznesu, 21. 04. 2008, str. 18
kwi
04

Czy to promocja czy kabaret? W górę kopytka!

dnia: piątek, 04 kwietnia 2008

Czy to promocja czy kabaret? W górę kopytka!

Aleksandra Klich

Projekt reklamujący województwo śląskie

Mam nadzieję, że "Cieszyn się bardzo", "Będzin dobrze", "Grube Rybnik", "Najciekawsze wice" przejdą do języka ulicy jak legendarne "Kopytko" kabaretu Mumio. Bo są tego warte - pisze Aleksandra Klich. - A ja raczej mówię, że poszły konie po betonie - odpowiada Dariusz Kortko.

Prowincjonalna śląska rzeczywistość skrzeczy z ulicznych billboardów w całej Polsce, a ja za każdym razem, gdy je mijam, rumienię się ze wstydu za banał i brak pomysłu. "Interpretacje" reklamuje widoczek na Teatr Śląski, festiwal dyrygentów - nuty, a Ligę Światową - piłka stylizowana na słońce.

Nudniej nie można. Choć bywają też dramatyczne próby rozśmieszenia przechodniów - np. na reklamie przeglądu komedii umorusany górnik krył się zalotnie za teatralną maską, a Irek Dudek zapraszający na Rawę Blues miał na głowie kolorowy czubek.

Ten Śląsk to sieriozna nuda i szarzyzna - pomyślałby pewnie poznaniak czy warszawiak, gdyby w biegu do pracy zatrzymał się pod którymś z plakatów. Na szczęście mało kto zwracał uwagę na te nieszczęsne antyreklamy regionu.

Teraz wreszcie doczekaliśmy się kampanii reklamowej z prawdziwego zdarzenia. Agencja reklamowa Eskadra, doświadczona (i zwycięska!) w bojach o Euro 2012 w Polsce, przygotowała kilka surrealistycznych plakatów. Jest w nich wszystko, co powinna mieć dobra reklama: anegdota, kolor i najważniejsze - humor.

Nie mogę się doczekać, gdy kampania przekroczy granice regionu i zobaczę w centrum Warszawy moje ulubione "Śląskie Zabrze wygrywa" z trójką roześmianych chłopaków na stadionie. Ten plakat niesie jasny przekaz - ludzie, przyjeżdżajcie do nas. U nas dobrze się żyje, jesteśmy skazani na sukces. Mamy dystans do siebie, z nami można się i bawić, i konie kraść.

Mam nadzieję, że "Cieszyn się bardzo", "Będzin dobrze", "Grube Rybnik", "Najciekawsze wice" (czyli... Katowice) przejdą do języka ulicy jak legendarne "Kopytko" kabaretu Mumio. Bo są tego warte.

Nieważne, co myślą dyżurni śląscy spece od reklam. Że przekaz nie ten, estetyka niejasna, fotomontaż, a w ogóle to lepiej byłoby pokazać kopalnię Luizę albo jakąś fajną hałdę.

Wygramy z prowincją. W górę kopytka!

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice, 03. 04. 2008












mar
28

Miasto jak czekolada

dnia: piątek, 28 marca 2008

Miasto jak czekolada

Żeby się sprzedało, musi być smaczne, mieć znaną markę i ładne opakowanie. Samorządy niczym producenci zaczynają się bić o klienta.
Wczesnym rankiem mieszkańcy Wrocławia zauważyli, że kilka śródmiejskich ulic zmieniło nazwy. Kazimierza Wielkiego na Dody. Ruska na Mandaryny. Centralne miejsce Wrocławia stało się placem Czterech Pancernych, a prowadzące doń uliczki kolejno całej załogi Rudego. Ten happening, zorganizowany 1 kwietnia ubiegłego roku, można by potraktować jako żart władz miasta, znanych z niekonwencjonalnych pomysłów. Ale to nie tylko żart. To była promocja, najzwyklejsze w świecie działanie marketingowe. Przez kilka dni śmiała się cała Polska. O Wrocławiu pisały gazety i portale internetowe. A o prezydencie Rafale Dutkiewiczu zaczęto mówić, że ma nie tylko umiejętności menedżerskie, ale i oryginalne poczucie humoru.
Primaaprilisowy dowcip nie był elementem przemyślanej kampanii, raczej incydentem potwierdzającym znaczenie promocji. Poważne strategie układa się miesiącami. W zaciszu samorządowych gabinetów, w obecności speców od kształtowania wizerunku i przedstawicieli firm marketingowych. Miasto to produkt. Taki jak proszek do prania i pasta do zębów. Żeby je sprzedać, trzeba tego samego: pieniędzy, ludzi, pomysłów. Doświadczenia takich miast, jak Kraków, Wrocław, Gdańsk, pokazują, że nakłady na promocję szybko się zwracają. Pieniądze zostawiają inwestorzy, turyści i nowi mieszkańcy. Sukces marketingowy przekłada się wprost na sukces polityczny, bo szefowie miast, które jako pierwsze zadbały o promocję własnej marki, w cuglach wygrywają kolejne wybory samorządowe.
Już nie tylko duże miasta, jak Łódź, Szczecin, Lublin czy Toruń, po latach budzą się z letargu. Do gry wchodzą coraz mniejsze, często z oryginalnymi pomysłami. Rusza wyścig o klienta.

Wielkie przebudzenia

W Szczecinie na zorganizowanej przed miesiącem konferencji prezydentów miast północnej Polski jeden z uczestników użył sportowego porównania. "Szczecin jest jak Adam Małysz - mówił. - Niby wszystko z nim w porządku, ale czegoś brakuje, żeby daleko skakał". To 400-tysięczne miasto, siódme w Polsce pod względem liczby mieszkańców, nie miało ostatnio szczęścia do władzy. Nieudolne, czteroletnie rządy prezydenta Mariana Jurczyka skazały je na wegetację. Szczecina nie ma w czołówce rankingu potencjału rozwoju polskich miast. Kiepsko z inwestycjami, ubywa mieszkańców, a turystów jak na lekarstwo. Nikt już nie pamięta dawnej sławy polskiego "okna na zachodni świat", jak nazywano Szczecin kilkanaście lat temu.
Piotr Krzystek, prezydent od roku 2006, zlecił opracowanie kampanii promującej markę miasta. W ubiegłym roku wydano na jej przygotowanie 2,5 mln zł. W 2008 r. promocja pochłonie ponad 8 mln. To już tyle samo, co budżety promocyjne największych polskich miast i tylko dwa razy mniej niż roczny budżet prowadzonej kilka lat temu kampanii amerykańskiej Filadelfii, która z zapyziałego, robotniczego molocha uczyniła jedno z najchętniej zwiedzanych przez turystów miast Stanów Zjednoczonych. Promocja Szczecina, skierowana przede wszystkim do turystów z Niemiec i ze Skandynawii, rusza za kilka tygodni.
Szczecin zastanawia się nad hasłem promocyjnym, a w Lublinie, w którym kampania ruszy w połowie roku, mają już wszystko: projekty billboardów, ogłoszeń, spotów reklamowych. Na plakatach młodzi ludzie uśmiechają się na tle motta kampanii: "Lublin - miasto inspiracji". - Zastanawialiśmy się, co nas wyróżnia - mówi Piotr Lutek, współwłaściciel lubelskiej firmy marketingowej Synergia. - Doszliśmy do wniosku, że przede wszystkim nauka. Siedemnaście wyższych uczelni, sto tysięcy studentów - imponująca liczba biorąc pod uwagę, że Lublin ma 360 tysięcy stałych mieszkańców. I właśnie do młodych ludzi z województw ościennych, ale i nadgranicznych, ukraińskich miejscowości skierujemy nasz przekaz. Żeby tu przyjeżdżali, studiowali i zostali - dodaje.
O ile Szczecin i Lublin musiały się nagimnastykować, by zdefiniować sam produkt promocji, w Toruniu rzecz jest znacznie prostsza. I prostsze skojarzenia. Kopernik, kosmos, obserwatorium astronomicz- ne, odkrycia prof. Aleksandra Wolszczana, znany uniwersytet i prawie 800 lat historii. Zatrudniona przez miasto firma marketingowa Eskadra Market Place - ta sama, która przygotowywała polską prezentację na wybory organizatora Euro 2012 - zaproponowała hasło kampanii: "Cosmopolis Toruń". Za cztery lata miasto ma być znane w całej Europie, za dziesięć lat - rozpoznawane w świecie. Wprawdzie z Torunia nie da się zrobić Oksfordu, jest szansa, by przynajmniej jeden kierunek studiów na tutejszym uniwersytecie - astronomia - stał się znany daleko poza granicami kraju.
Za dwa lata Toruń czeka pierwszy poważny wydatek na organizację obchodów 777. rocznicy założenia miasta. Wprawdzie to nie okrągła rocznica, ale trzy siódemki działają na wyobraźnię.
mar
28

Jutro będzie hasło!

dnia: piątek, 28 marca 2008

Jutro będzie hasło!

Grupa Eskadra ma już faworyta, który może nas wypromować

W piątek przedstawimy już magistratowi jedną propozycję, która jest uniwersalna - mówi Adam Kałucki z Grupy Eskadra, przygotowującej strategię promocji Białegostoku. - Będzie ona dotyczyć zarówno sfery turystyki, inwestycji, gospodarki, jak również mieszkańców.

Będzie kilka w jednym

Taką właśnie będzie, wypracowana na podstawie pięciu wstępnych koncepcji, propozycja Eskadry na hasło promujące Białystok. Przypomnijmy, że ta firma pracuje nad nim od kilku tygodni. W Białymstoku zorganizowała już dwie publiczne prezentacje swoich prac.

Hasło, które konsultanci Eskadry zaproponują w piątek, zawrze w sobie najciekawsze elementy z hipotez, które poznaliśmy podczas ostatniej prezentacji.

- Połączy w sobie kilka elementów, tak będzie najlepiej - mówi Kałucki.

Przez kolejne dwa tygodnie firma będzie pracować nad tą propozycją, by 10 kwietnia przedstawić nam już gotowy dokument.

Zadania do wykonania

Ale to nie koniec. - Zaproponujemy również koncepcję działań miasta na kilka następnych lat i zadania, które musi ono wykonać po przyjęciu strategii - zapowiada Adam Kałucki.

Te zadania to np. opracowanie księgi marki - dokumentu, w którym pojawi się logo miasta, czyli charakterystyczny znak, który będzie się z nim kojarzył.
Specjaliści będą też zachęcać do udziału w promocji miasta różne osoby i organizacje.

Nasz głos to ważny głos

Przypomnijmy, że białostoczanie mieli znaczący wpływ na prace nad strategią promocji. Przez tydzień nasi Czytelnicy głosowali na naszej stronie internetowej, wskazując, które hasło spośród pięciu zaproponowanych najbardziej im odpowiada.

Rising Białystok - Wschodzący Białystok - ten pomysł najbardziej spodobał się białostoczanom, którzy wzięli udział w sondzie. Tę opcję wybrał co trzeci jej uczestnik.

To samo hasło bezapelacyjnie wygrało głosowanie na kuponach, które drukowaliśmy w gazecie. Propozycja dotycząca Wschodzącego Białegostoku spodobała się 150 osobom.

Wszystkie głosy przekazaliśmy Eskadrze. Stały się istotną wskazówka w jej pracach.

- Podpowiedzi ze strony mieszkańców są dla nas cenne i świadczą o tym, jak bardzo potrzebne są konsultacje społeczne - podkreślają konsultanci Eskadry.

Źródło: Kurier Poranny, Białystok 27. 03.2008
mar
14

Wschodzący Białystok

dnia: piątek, 14 marca 2008

Wschodzący Białystok


Białystok, jako żywy tygiel kultury, miasto porozumienia, ekspresji czy zieleni? - Życzę owocnego wyboru - mówił Mateusz Zmyślony z Grupy Eskadra, mającej wypromować miasto. Poderwie nas Eskadra.

Wniosek na dzień dobry: jest raczej gorzej niż lepiej i trzeba będzie z tym powalczyć - dodał Mateusz Zmyślony.

Pomysły już są

Po czym zakasał rękawy i wypunktował słabe i mocne strony stolicy Podlasia, czym możemy się chwalić, a co lepiej przemilczeć. Potem wskazał hasła, wokół których warto budować promocję miasta.

Większość elementów, o których była mowa, białostoczanie dobrze znają: wielokulturowość, przygraniczne położenie, unikatowa dzielnica Bojary czy język esperanto.

Doradcy z Eskadry nie odważyli się jednak na wykorzystanie białostockiej gwary w promocji miasta, bo doszli do wniosku, że mieszkańcy są do niej niezbyt dobrze nastawieni. O pomstę do nieba w ich opinii woła też chaos reklamowy, który panuje w naszym mieście. Ich zdaniem natomiast, możemy być dumni z Galerii Arsenał, która ma świetną markę.

- Białystok potrzebuje jak tlenu kultury, innowacji i lotniska, prawdziwego serca miasta i rewolucji estetycznej - ocenił Mateusz Zmyślony. - Od zaraz miasto potrzebuje też bohaterów. Takich, jakim dla Śląska jest Kazimierz Kutz. Dlatego tak ważną rolę może spełnić drużyna Jagiellonii.
Lider wschodu, to jest to!
Z tych obserwacji zrodziło się pięć kluczowych pomysłów na promocję Białegostoku. I to one były gwoździem programu wczorajszej prezentacji.

Zebrani w auli wydziału prawa białostoczanie zobaczyli je na ekranie, po czym mogli je ocenić. Większości podobało się zwłaszcza skojarzenie Białegostoku ze wschodzącym miastem, liderem na wschodzie.


Prowadzący spotkanie zaznaczali na bieżąco na ekranie sugestie dyskutujących białostoczan.

- Jest Pałac Branickich, ale brakuje mi elementów wiążących się z wielokulturowością miasta - zauważył Sebastian Wicher, konserwator zabytków.

Tomasz Madras, radny PiS zapytał o niedawne zerwanie współpracy z Eskadrą przez władze Bydgoszczy.

- Rozpuszczane są plotki o naszej firmie - skomentował to Zmyślony. - Ale są nieprawdziwe.

Prezydentowi Tadeuszowi Truskolaskiemu najbardziej przypadł do gustu pomysł "Białystok miasto ekspresji”. - Będzie zrozumiałe dla mieszkańców - uważa prezydent.

Teraz Eskadra z tych skojarzeń wybierze jedną, ostateczną propozycję. Przedstawi ją nam 10 kwietnia. Za przygotowanie całej strategii miasto zapłaci około 60 tysięcy złotych.

Źródło: Kurier Poranny, 14. 03. 2008

mar
14

Wschodzący Białystok, czyli jak wypromować miasto



Monika Kosz-Koszewska
2008-03-13


Zamknięty dla zwiedzających Pałac Branickich, pstrokate reklamy, które sprawiają, że Białystok to karykatura Tokio, niewykorzystany potencjał Bojar, brak lotniska i dróg - to tylko niektóre problemy, które zdaniem marketingowców z Eskadry przeszkadzają nam w promocji miasta.

Specjaliści pracujący nad profesjonalną strategią promocji Białegostoku, wczoraj zaprezentowali swoje pierwsze wnioski i pomysły. W diagnozie wykorzystali także zlecone przez "Gazetę" badania opinii publicznej i nasze publikacje w ramach akcji "Przystanek Białystok".

Zdaniem Mateusza Zmyślonego i Adama Kałuckiego Bojary mają szansę stać się miejscem kultowym, dlatego warto zagospodarować to miejsce kosztem naprawdę niewielkich nakładów. Nasze dobre strony to położenie na przecięciu szlaków komunikacyjnych Wschód Zachód, Północ Południe, bliskość Białorusi, Zielone Płuca Polski, wielokulturowość i wielowyznaniowość, a także bogate, choć nieznane szerzej, tradycje kulinarne. Eskadra widzi też ogromne możliwości promocyjne w fakcie, że to u nas urodził się Zamenhof. Atutem w przyszłej promocji są także znane komercyjne marki - "Żubr" i "Żubrówka", a także zjawiska kulturalne, jak środowisko tancerzy hip-hop, galeria Arsenał, tradycje sztuki lalkowej i budowane Europejskie Centrum Sztuki. Ważne są także tereny przygotowane pod inwestycje, wysokie kwalifikacje mieszkańców i dość sprawny system komunikacji miejskiej.

- Brakuje wam także bohaterów, takich jak Kazimierz Kutz (dla Śląska), którzy by tu mieszkali i dobrze mówili o mieście. Dlatego tak ważna rolę może spełnić drużyna Jagiellonii, która może was promować na zewnątrz - mówił Zmyślony.

Eskadra proponowała też, aby o Pałacu Branickich myśleć nie jak o podmiejskiej rezydencji jak Wersal, ale raczej jak o Luwrze, który jest perłą architektoniczną w centrum miasta i musi proponować turystom ciekawą ofertę.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

mar
13

Promocja Białegostoku: bez kompleksów

dnia: czwartek, 13 marca 2008

Promocja Białegostoku: bez kompleksów


Monika Kosz-Koszewska
2008-03-12


W czwartek w południe na Wydziale Prawa UwB białostoczanie spotkają się z Grupą Eskadra, która pracuje nad strategią promocyjną miasta. Będzie można podyskutować o symbolach i zaletach miasta, którymi należy się chwalić, i o brakach, które lepiej zlikwidować lub przemilczeć.

Nam udało się wcześniej porozmawiać z twórcami strategii promocyjnej Białegostoku.

Monika Kosz-Koszewska: Co dziś pokażecie białostoczanom?

Mateusz Zmyślony: - Zaczniemy od raportu otwarcia. Pokażemy, jak z punktu widzenia marketingowca wygląda sytuacja w mieście. Co było, a co jest, a potem przejdziemy do wyciągania wniosków, co dalej być powinno. Chcielibyśmy więc poukładać symbole miasta, bo one są kluczowe dla czytelnej komunikacji. Podzieliliśmy je na trzy zespoły: jednoznacznie pozytywne, neutralne i negatywne. Pozytywne to: esperanto z Zamenhofem, żubr, Jagiellonia i Pałac Branickich to oczywiście walory. Esperanto trzeba w przyszłości dobrze zinterpretować i maksymalnie wykorzystać do promocji, żubra - świadomie przesunąć na identyfikację z regionem, bo w całej Polsce jest kojarzony także z waszym miastem.

Adam Kałucki: Miasto ma być nowoczesne, światowe. Oczywiście zielone i ekologicznie, ale nie można stosować za wielu symboli odsyłających do regionu. Trzeba też postawić na Jagiellonię.

Ale Jagiellonia to identyfikacja wewnętrzna, białostoczanie są z niej dumni, ale czy klub jest w stanie udźwignąć promocję miasta w Polsce?

A.K.: - Jagiellonia jest w ekstraklasie, ma fajne barwy. To tak jak z Lechem Poznań, który zrobił świetną promocję dla Wielkopolski. Wasz klub może także wykonać potężną miastotwórczą robotę. To nie tylko klub sportowy, ale także zjawisko społeczne i motywacja dla ludzi, czego nie można zlekceważyć.

M.Z.: - No i czwarty symbol - Pałac Branickich, z komentarzem "do odzyskania". Koniecznie miasto musi się dogadać z Akademią Medyczną i pałac przeznaczyć do zwiedzania. Druga grupa symboli, to te z wielkim potencjałem, ale jeszcze nie budujące marki miasta. To cerkwie i mniejszości. Dla mnie takim ciekawym pomysłem byłoby promowanie tego, że jesteście jedynym miastem, do którego można przyjechać dwa razy na Sylwestra. Do tego kiszka i babka ziemniaczana, świetne, ale nie tak znane, jak góralska kwaśnica.

A.K.: - Problem w tym, że trudno znaleźć restaurację regionalną w Białymstoku. Trafiliśmy na "7 Pokus", ale natknęliśmy się też na knajpkę o nazwie "Quchnia Nieregionalna". A to świadczy o tym, że regionalnej kuchni się wstydzimy.

M.Z.: - Trzecia rzecz to Bojary, które nie są jeszcze symbolem miasta, ale będą. Oczywiście każdą z tych rzeczy trzeba teraz przetworzyć i wykorzystać. Nie wiadomo, co zrobić z Bojarami, jeśli jest odpowiednia grupa ludzi, która jest w stanie zrozumieć specyfikę tego miejsca, to być może będzie wystarczająco silna, by coś tam rozkręcić. Pomysł uliczki artystycznej sprawdziłby się jak najbardziej, do tego miejsce powinno być wspierane przez miasto.

A jakie sa symbole negatywne?

M.Z.: - To disco polo, symbol tandeciarstwa, który można jednak wykorzystać. Tworząc na przykład muzeum popkultury na wesoło. Jeśli jechałbym do Białegostoku do Galerii Arsenał i na jakiś festiwal, to przy okazji fajnie byłoby, gdybym mógł wpaść do takiego miejsca i na przykład nagrać w pół godziny teledysk disco polo ze mną w roli głównej. Kononowicz jest przykładem symbolu, który istnieje, ale nasz komentarz to "im ciszej, tym lepiej". Macie poważne problemy z reklamami wiszącymi na budynkach, nawet w tych ładnych miejscach. Nie da się obronić tezy, że jest to najpiękniejsze miasto z punktu widzenia osoby jadącej samochodem, ale wiemy, że bardzo dużo się zmienia.

A.K.: - Widzieliśmy wizualizacje deptaka i jeśli będą jeszcze dwie, trzy udane inwestycja, można odczarować wizerunek miasta.

Co dalej?

M.Z: - Kolejny punkt to wartości miasta, na których będzie budowana strategia promocyjna. Akurat wielokulturowość rozpatrywałbym jako tzw. "unikalną cechę miasta". W Łodzi organizowany jest poniekąd sztucznie Festiwal Czterech Kultur, a wy u siebie macie to ciągle na żywo. Macie Białorusinów, Tatarów, ogromną, wspólną historię z Żydami. Jeśli chodzi o wartości można więc mówić o tradycji komunikowania się. Ogromną wartością, choć niewykorzystywaną, jest też "brama wschodu". Kolejna to miasto zielone i bezpieczne. Wartością jest też festiwal teatrów lalkowych, medycyna i tradycje włókiennicze, do których może na przykład nawiązywać przyszłe muzeum tekstyliów i mody. Absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o wartości jest jednak deptak, serce miasta.

Ale tego deptaka jeszcze nie ma, więc czy należy go już promować?

M.Z.: - Na pewno nie będziemy promować tego, czego nie ma. W pierwszych latach skupcie się na porządkowaniu symboli. Dobrze jednak, że jest pozytywna atmosfera wokół tych inwestycji. Aby miasto miały dobry wizerunek powinno dbać o swoją urbanistykę. Ważne jest też lotnisko, bez tego metropolii nie będzie. Życzymy wam również jak najszybciej Via Baltiki i parku technologicznego. Ważnym i celnym priorytetem w planach miasta są biotechnologie. Kluczowy jest też rozwój wszystkich uczelni. To siła Polski B, w tej chwili Rzeszów, Lublin i Olsztyn silnie się tym promują. Świetną rzeczą jest Europejskie Centrum Sztuki, warte każdych pieniędzy dla tego miasta. Będziemy sugerowali, by w muzyce i sztuce nie zamknąć planów jego wykorzystania. Ważne są też inwestycje w przemysł czasu wolnego, styl życia i kulturę.

Czy będziecie w dalszym ciągu sugerować, by Białystok promował się śledzikowaniem?

M.Z.: - Dla ludzi z zewnątrz byłoby to interesujące, ale wiemy, że mieszkańcy odbierają to jako coś wstydliwego, więc nie będziemy nikogo na siłę namawiać do tego, by skandował w marszu "Śledzikujcie razem z nami". Ważne jest jednak pobudzenie aktywności obywatelskiej. Cenne inicjatywy to na przykład Rowerowy Białystok, fundacja M.I.A.S.T.O., kultura beboy'ów i ich pojedynki w"Over the top", czy marsz młodych.

Jakie powinny więc być kierunki promocji?

M.Z.: - Wyróżniliśmy pięć hipotetycznych kierunków. To wielokulturowość i komunikatywność, umiejętność dogadywania się. Dalej ekspresja w odniesieniu do ciekawych działań artystycznych. Ważnym hasłem mógłby być też "wschód", z którym wiąże się sporo pozytywnych odniesień. Argumentujemy to zdaniem, że lepiej być pierwszym na wschodzie, niż ostatnim na zachodzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

Redakcja PRoto zapytała Mateusza Zmyślonego Dyrektora Kreatywnego Grupy Eskadra o kontrowersje wokół promocji miast i regionów Polski oraz o krytyczne zdanie mediów na temat projektów przygotowanych przez Eskadrę, promujących Bydgoszcz, Opole i Toruń.


Redakcja: Do niedawna media bardzo pozytywnie oceniały większość pomysłów dotyczących zmiany wizerunku miast i miasteczek. Ostatnio, jak wynika z raportu PRoto, nastąpiła pewna zmiana - dziennikarze mniej przychylnie oceniają PR-owskie działania mające zmienić obraz polskich miast, regionów i samego kraju. Jak Państwo sądzą, dlaczego tak się dzieje? Jak Państwo skomentują wyniki wspomnianego raportu?

Mateusz Zmyślony: Moim zdaniem naturalne jest to, że dyskutujemy dziś – również krytycznie – o tym, „co z tą Polską?”. Dyskusje bowiem są dla mnie z założenia elementem pozytywnym i budującym. Dla nas od zawsze oczywiste było, że nie da się uprawiać marketingu miejsc w oderwaniu od potrzeb i opinii normalnych ludzi, mieszkańców danego miasta czy województwa. To nie jest praca „gabinetowa” a raczej wielka, społeczna dyskusja, a tej nie da się prowadzić bez mediów. Te zaś mają w swym obowiązku mieć krytyczne podejście.

Rozważania, które obecnie toczą się w mediach na temat marketingu miejsc są mi szczególnie bliskie, bo to właśnie Eskadra na szerszą skalę zapoczątkowała w Polsce tę zupełnie nową branżę. Odkrywaliśmy ją wspólnie z grupą pasjonatów w różnych częściach Polski, kilku instytucjach, z pomocą mediów oraz – przede wszystkim - samych samorządów. Zdecydowaliśmy się później na wyspecjalizowanie jednej z agencji wyłącznie w marketingu regionalnym. Sami byliśmy nawet zdziwieni, jak wielki potencjał ma ta branża. Dziś bowiem tysiące ludzi i setki milionów złotych pracują na wizerunek nowej Polski. Polski regionalnej.

Potencjał ten dostrzegli też wówczas dziennikarze, którzy w pierwszym etapie, trochę jak i my, zachłysnęli się możliwościami promocji miast i regionów. To trochę jak osoba obdarowana prezentami - w pierwszym odruchu jest bardzo, ale to bardzo szczęśliwa z samego powodu otrzymania czegoś nowego. Potem jednak, jeśli podarunków jest wiele, zaczyna podchodzić do nich bardziej krytyczne – oceniać, co pasuje do wystroju mieszkania, co jest poręczne, a co ładne. Mam wrażenie, ze taka właśnie faza nastała w mediach. Dziennikarze zaczynają uważniej przyglądać się strategiom promocyjnym miast i regionów oraz ostrzej je oceniać. Na razie jeszcze te oceny zdają się być bardzo podstawowe (wg kategorii „to lubię, a tego nie”). Wynika to pewnie z faktu, że marketing miejsc jest wciąż stosunkowo młodą dziedziną rynku komunikacyjnego w Polsce.

Red.: Także do niedawna o wszystkich działaniach Grupy Eskadra na rzecz regionów i miast media wypowiadały się niezwykle pozytywnie? Teraz część klientów, a za nimi media krytykują was za zbytnią ogólnikowość (Toruń), brak zrozumienia specyfiki regionu (Opole) i autopromocję (Bydgoszcz) podczas pracy z magistratami.
Co z tą Eskadrą? Czy zmienili Państwo metody pracy z klientami, czy brakuje wam nowych świeżych pomysłów, czy może zleceniodawcy nie rozumieją specyfiki takich projektów?

MZ: Myślę, że dyskusja która się toczy, tak naprawdę nie dotyczy samej Eskadry. Ona dotyczy faktycznego stanu, całej tej wielkiej, nowej sytuacji w której dziś muszą odnaleźć się i ministerstwa, i samorządy, i agencje reklamowe, PR, wreszcie same mass media. Cóż, Eskadra jako jedna z pierwszych firma w Polsce zmierzyła się z wyzwaniem promocji miast i regionów i - jak początkowo spijaliśmy miód - tak teraz pewnie dlatego właśnie na nas spada pierwsza fala krytyki. Ale my wolimy takie „wychylanie się” z możliwością oberwania czasami po głowie, niż „nicnierobienie” z gwarancją na święty spokój.

Skąd się jednak biorą krytyczne głosy na nasz temat? Moim zdaniem jest takich powodów kilka. Po pierwsze, nikt w Polsce tyle nie zrobił w zakresie promocji miast i regionów, dlatego – gdy polowanie - najłatwiej celować w największego zwierza. Po drugie zaś, może za dużo było pozytywnych opinii – cykl koniunkturalny zjawiska się wyczerpał – teraz przyszedł czas na krytykę. To taka naturalna przeplatanka – jak z modą na spódnice mini i maxi.

Merytorycznie bowiem gotów jestem bronić każdej z krytykowanych strategii jak niepodległości. Np. nasza big idea dla Torunia („Cosmopolis Toruń”) w odniesieniu do potencjału i planów miasta jest unikalna. Pozycjonowanie i kierunek strategiczny również – kto nie widział, ten nie wie. Dobra strategia powinna w postaci mindmapy, zmieścić się na jednej stronie – ta się mieści. Niewiele jest takich w tej części Europy. Moim zdaniem warto zapytać o opinię na jej temat prezydenta miasta, Pana Michała Zaleskiego, to w końcu nasz szef w tym projekcie.

To tylko przykład. Podobnie mogę bowiem polemizować z każdym zarzutem dotyczącym naszych strategii.

Jeszcze silniej zaś bronił będę naszej kreatywności. Tę bowiem weryfikuje sam rynek, Klienci. To w odpowiedzi na ich zapotrzebowanie zwiększyliśmy zatrudnienie w dziale kreacji i w samym MarketPlace (stratedzy) o 100 %. Pomysłów mamy mnóstwo, podobnie jak zleceń. Myślę, że jedynym wiarygodnym weryfikatorem, czy nasze koncepcje są dobre czy złe, będą efekty widoczne na rynku – kampanie. Na przykład już w kwietniu ruszy nasza I kampania wdrażająca strategię marketingu województwa śląskiego. Polecam Państwa uwadze.

Red.: Jak zadowolić miejskiego i regionalnego zleceniodawcę? A z drugiej strony jak przygotować projekt promocji regionu, aby nie być posądzonym o ogólnikowość czy działania nieetyczne?

MZ: Praca z samym samorządem nie jest trudna, jeśli mamy w nim sensownych partnerów – ludzi przygotowanych merytorycznie i z otwartymi głowami. Pierwszym warunkiem sukcesu jest osobiste zaangażowanie prezydenta lub marszałka we wszystkie etapy pracy. Tam gdzie nam się najlepiej udało (Kraków, Śląskie, Toruń), tak właśnie było. Tam gdzie „coś poszło nie tak” mieliśmy zawsze do czynienia z sensowną pracą na niższych szczeblach, ale też polityką i lokalnymi przepychankami – na wyższych.

Wyjątkowo ważnym warunkiem są konsultacje społeczne oraz transparentność procesu pracy. To postanowiono nam odebrać w Bydgoszczy, więc się nie zgodziliśmy.

Trzeci warunek to odpowiedni budżet. Na razie środki przeznaczane na strategie i opracowania tego rodzaju mają te same ambicje, co ich zachodnioeuropejskie odpowiedniki, a brakuje im dwóch zer na rachunku końcowym. Skąpy budżet uniemożliwia dobrą realizację wszystkich elementów. W odpowiednio sfinansowanej strategii nie brakuje bowiem ani kompleksowych badań, ani zaawansowanych wizualizacji. A to właśnie na tych dwóch polach wykluwa się najczęściej krytyka.

Red.:Ostatnio w prasie branżowej pojawiły się głosy środowiska PR, że klienci ogłaszając przetargi wymagają gotowych, bardzo szczegółowych planów promocyjnych. Czy tacy są także klienci – miasta i regiony? Czy faktycznie, jak podtrzymują PR-owcy, taka sytuacja grozi podkradaniem przez zleceniodawców pomysłów agencji?

MZ: Grozi. Przetargi w Polsce to niestety bardzo często ocean niejasności. Zbyt często. Najbardziej odczuwają to oczywiście biorące w nich udział agencje. Stawia się je przed perspektywą pracy za darmo, przedstawiania dziwacznych rozliczeń, trzymania się nierealnych terminów. Mam wrażenie, ze owocuje to coraz większym zniechęceniem agencji do startowania w przetargach.

Rozmawiała Aleksandra Łuczak
lut
15

Mateusz Zmyślony dla Brief for Poland

dnia: piątek, 15 lutego 2008


Źródło: Brief, luty 2008
lut
14

Pierwsza kompleksowa kampania Krakowa

dnia: czwartek, 14 lutego 2008


Źródło: Brief, luty 2008
sty
31

Klimacik to za mało

dnia: czwartek, 31 stycznia 2008




Źródło: marketing&more, styczeń 2008
sty
23


Źródło: Visual Communication, styczeń 2008
sty
14

...gdzie jak gdzie, ale w Śląskiem Polak potrafi!

dnia: poniedziałek, 14 stycznia 2008






Źródło: Outdoor Media, styczeń 2008
sty
14

Silne wzmocnienia w Eskadra MarketPlace

dnia: poniedziałek, 14 stycznia 2008


Źródło: Outdoor Media, styczeń 2008
sty
14

Nowe USP Krakowa

dnia: poniedziałek, 14 stycznia 2008
„Kraków – miasto na piechotę” – „Kraków – best walking distance” mówi o tym, że turyści mogą w krótkim czasie, podczas jednego spaceru, zwiedzić dwa centra urbanistyczne – Stare Miasto oraz Kazimierz.


Nowa strategia wprowadza także slogan promocyjny miasta: „Kraków. Forma i Treść” lub w wersji anglojęzycznej „Krakow. Form & Content”.Ma ono podkreślić fakt, że Kraków ma całkowicie zachowaną starą, centralną część miasta, bez drastycznych ingerencji w układ, funkcję i celowość architektury. „Treścią”, która dopełnia „formę” są ludzie. W to, stosunkowo szerokie, pojęcie wchodzą wszystkie grupy społeczne, które można w Krakowie spotkać.


Strategia promocji miasta Krakowa na lata 2008 – 2012 została opracowana na zlecenie Urzędu Miasta Krakowa przez zespół specjalistów firmy Eskadra Market Place w składzie: Mateusz Zmyślony, Wojciech Opyd, Adam Kałucki we współpracy z zespołem ekspertów w składzie: prof. Zbigniew Nęcki, prof. Andrzej Szromnik, Michał Nykowski i Leszek Stafiej.

Źródło: Proto.pl
gru
21

Eskadra promowała Euro 2012, wypromuje i nas

dnia: piątek, 21 grudnia 2007

Eskadra promowała Euro 2012, wypromuje i nas

Monika Kosz-Koszewska

Polska się w was zakocha - jest pewny Mateusz Zmyślony, lider grupy Eskadra. To właśnie z tą firmą w styczniu miasto chce podpisać umowę na opracowanie strategii promocji miasta. Eskadra promowała nie tylko takie miasta, jak Kraków czy Bydgoszcz, ale także nasz udział w Euro 2012.

W przyszłorocznym budżecie prezydent zapisał ponad 4 mln zł na promocję. Choć radni PiS przy głosowaniu nad planowanymi wydatkami przekonywali, że nie warto płacić, jeśli nie ma się czego promować, miasto postanowiło oddać wizerunek Białegostoku w ręce profesjonalistów. Nie doszło jeszcze do sfinalizowania umowy, ale obie strony liczą na współpracę.

- Nareszcie, długo trzeba było czekać, by miasto dojrzało do podjęcia takiej decyzji - przyznaje Krzysztof Karpieszuk, nowy sekretarz miasta, który od lipca jest odpowiedzialny za promocję. - Bez dwóch zdań Białystok potrzebuje aktywniej kampanii wizerunkowej. Na zewnątrz nie ma złych konotacji, ale nie jesteśmy rozpoznawalni. A chcemy wypromować naszą turystykę i atrakcyjność inwestycyjną, chcemy też, by przedsiębiorcy wiedzieli o naszej strefie ekonomicznej. Wybraliśmy firmę, która ma największe doświadczenie w takiej współpracy z samorządami. Cała strategia promocyjna będzie wypracowana w oparciu o nasze oczekiwania, ale inwencję oddajemy Eskadrze.

Konsultacje z mieszkańcami

Piotr Woroniecki, szef biura promocji miasta, już dawno ustawił się w kolejce do tej firmy.

- Długo to trwało, bo ofertę złożyliśmy już w czerwcu. Czekaliśmy cierpliwie, bo to Eskadra wybiera sobie miasta do współpracy, a nie na odwrót. Świadomie nie ogłaszaliśmy konkursu na to zlecenie, bo tu nic nie może być przypadkowe. My także chcemy funkcjonować jak inne miasta w Polsce, które wypracowały swoje cele i osiągnęły je dzięki pomocy takich firm - mówi Woroniecki.

Eskadra za dokument roboczo nazwany "Strategią promocji komunikacji marketingowej proinwestycyjnej, turystycznej i wewnętrznej" zarobi około 61 tys. zł. Do jego przygotowania potrzebna jest analiza sytuacji miasta.

- Od tego zaczynają się działania promocyjne na odpowiednim poziomie. Hasła dla miasta nie szuka się przez plebiscyty w gazetach, ale przez żmudną pracę specjalistów od marketingu. Ci mają znaleźć wyróżniki danego miejsca - podkreśla Piotr Woroniecki. - Po stworzeniu takiej strategii będziemy wiedzieli, w jakim kierunku poprowadzić promocję. Czy mają to być akcje outdoorowe, w prasie, internecie czy telewizji. Dzięki takiemu dokumentowi łatwiej też nam się będzie starać o fundusze unijne. Całą wizję będziemy chcieli wypracować w oparciu o opinię publiczną. Już w styczniu zaczną się pierwsze konsultacje z mieszkańcami. Bardzo ważnym materiałem są też dla nas informacje płynące z cyklu "Gazety" - "Przystanek Białystok". Eskadra będzie je analizować.

Śledzikowanie to walor

Dyrektor kreatywny Eskadry Mateusz Zmyślony najpierw będzie musiał odrobić lekcje z Białegostoku.

- Wiem sporo o Białymstoku, ale zazwyczaj nie budujemy wizerunku miast w oparciu o zabytki czy znanych ludzi - podkreśla. - Uważam, że to bardzo fajne miasto, którego nie można jednak traktować w oderwaniu od kontekstu całego Podlasia. To stolica regionu bardzo atrakcyjnego przyrodniczo. W tej chwili wiele osób w Polsce ma fioła na punkcie Wschodu.

Eskadra traktuje współpracę z Białymstokiem jako nowe wyzwanie. Firma ma świadomość, że w tej chwili nasze miasto będzie musiało rywalizować z innymi ze ściany wschodniej: Olsztynem, Lublinem i Rzeszowem. Zmyślony przyznaje, że najtrudniej będzie ukryć kiepską komunikację z Białymstokiem.

- Brak połączenia to duża wada, ale czasami ta niedostępność okazuje się tylko stereotypem - ma nadzieję lider Eskadry. - Myślę, że uda nam się odszukać naprawdę klimatyczne cechy kojarzące się z miastem, takie jak wielokulturowość czy śledzikowanie. Wy się tego wstydzicie, ale ludzie z zewnątrz to uwielbiają. Zobaczycie, właśnie w tym zakocha się cała Polska - obiecuje Mateusz Zmyślony. I przyznaje, że wszystkie cele promocyjne są do zrealizowania, jeśli - tak jak w tym przypadku - są na to pieniądze.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

gru
20

Miasto dobrze umeblowane od designu do promocji

dnia: czwartek, 20 grudnia 2007




Źródło: Outdoor Media, grudzień 2007
gru
19

Produkt bardziej złożony

dnia: środa, 19 grudnia 2007




Źródło: MMP, grudzień 2007
gru
18

Trzecia edycja programu "Bramy Kraju"

dnia: wtorek, 18 grudnia 2007


Źródło: Visual Communication, grudzień 2007
gru
11

Łódź ma młode wilki w kulturze

dnia: wtorek, 11 grudnia 2007

Łódź ma młode wilki w kulturze


Rozmawiała Izabella Adamczewska


- W staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Łódź jest dzisiaj liderem. Już jutro może nim nie być. Warto zainwestować w profesjonalną strategię, bo konkurencja jest zażarta - mówi Mateusz Zmyślony*

Izabella Adamczewska: Łódź o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 konkuruje z Warszawą, Toruniem, Gdańskiem...

Mateusz Zmyślony: - ... i wszystkimi liczącymi się miastami. Oficjalnie na razie jest ich siedem, wciąż dopisują się kolejne. Docierają do nas różne plotki. Ostatnio dowiedziałem się o planach Katowic. Podejrzewam, że do gry wejdzie też w końcu i Wrocław. Tylko Kraków jest wyłączony z wyścigu, bo już został ESK w 2000 roku. Wygląda na to, że w Polsce nagle odkryto marketing miejski. A jeszcze niedawno synonimem marketingu był billboard! Miasta szukają wielkich wydarzeń. Teraz modny jest akurat tytuł ESK. Konkurencja jest zażarta, a większość miast zupełnie bez sensu wystartowała w tym peletonie. Przecież inwestowane pieniądze nie zawsze się zwrócą. Oczywiście Łodzi bym ESK nie odradzał, bo jest jednym z najlepiej postrzeganych kandydatów.

Dlaczego?

- Widać, że macie młode wilki w kulturze. Brawa dla pomysłodawców ARTbusa! Świetnym pomysłem był rozstrzygnięty ostatnio konkurs na gadżet dla Łodzi jako kandydatki ESK 2016. Zapowiadające go plakaty widziałem na krakowskiej ASP. Bardzo przyzwoity jest też film promocyjny "Łódź - miasto kultury". Warto go było nakręcić choćby tylko dla momentu, w którym David Lynch opowiada o Łodzi jako o roślince gotowej do wykiełkowania.

Jak wypadają inne miasta?

- Klip Warszawy też mi się podoba, bo lubię ostrą jazdę po bandzie. Nie wiem natomiast, czy wpisuje się w całościową strategię. Jest pomysł i kreacja, ale czy przełoży się to na wieloletni projekt? Na razie widać, że Warszawa ma dystans do siebie. Takie jest też jej logo - uskrzydlony Pałac Kultury.

Czarnym koniem konkursu może okazać się Lublin. Jury premiuje kandydatów, którym tytuł przysłuży się na lata. A w przypadku Lublina doceniona może być też współpraca z Białorusią i Ukrainą.

Napisaliście teraz strategię promocyjną dla Torunia. Między innymi pod kątem ESK.

- Oddaliśmy ją kilka dni temu. Wspólnym mianownikiem jest hasło "Cosmopolis Toruń". Toruń ma być miastem, które inspiruje, miastem nauki i sztuki, z widokiem na przyszłość. Generalnie Toruń musi bardziej zadbać o to, co już ma. Przygotowując strategię, odkryliśmy, że ma aż 180 organizacji pozarządowych zajmujących się kulturą! W porównywalnym wielkością Rzeszowie jest ich tylko 4.

Pisząc strategię dla Torunia uznaliśmy ESK za jeden z podstawowych priorytetów. Namawialibyśmy miasto do zmiany logotypu. Toruń wystartował w tym peletonie jako pierwszy, warto się przypomnieć jakąś zmianą. W tym wyścigu decydujący może być finisz.

Przymierzamy się teraz do obsługiwania innych miast pod kątem ESK. Mamy już kilka propozycji, rozmawiamy też z Łodzią. Jestem przekonany, że w tym konkursie bardziej liczy się dobry pomysł, niż pieniądze.

Czy Łodzi jest potrzebna pomoc fachowców?

- Łódź to wyjątkowe miasto, bo młode. Ma przestrzenie pofabryczne, które są bardzo trendowe. W filmie promocyjnym pada bardzo dobre hasło: Łódź ma szansę się odrodzić. W staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Łódź jest dzisiaj liderem, ale już jutro może nim nie być! Na razie kandydatura Łodzi najbardziej się wyróżnia, ale czy uda się to utrzymać?

Praca u podstaw wykonana, teraz trzeba podeprzeć się PR-em. O większości łódzkich pomysłów słyszałem, bo interesuję się designem i bywam jurorem w różnych konkursach. O ARTbusie nie dowiedziałem się wcale z gazety i pewnie poza Łodzią niewiele osób o nim wie.

Wygrany skorzysta na tytule? Jak odczuł to Kraków?

- Dla Krakowa ESK była katalizatorem zmian! Owszem, może i jest tytaniczną marką na rynku turystycznym, ale też potrzebuje bodźców. Świetnie działa Krakowskie Biuro Festiwalowe, dawne biuro ESK. Teraz jest spółką komercyjną. Nie ciąży mu procedura administracyjna. Urząd to przecież dla menedżera forma kajdan.



* Mateusz Zmyślony jest dyrektorem kreatywnym grupy Eskadra - agencji specjalizującej się między innymi w marketingu miast. Eskadra pisała pierwszą polską strategię promocyjną dla miasta (Kraków). Przygotowała też strategie dla Warszawy i województwa opolskiego i śląskiego. Pracowała również przy kampanii, dzięki której Polska zyskała prawa do organizacji Euro 2012.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź


lis
26

Rusza kampania promująca w kraju Opolszczyznę

dnia: poniedziałek, 26 listopada 2007
Rusza kampania promująca w kraju Opolszczyznę

Dorota Wodecka-Lasota


"Kwitnące Opolskie" - to kluczowe przesłanie Opolszczyzny zaproponowane przez specjalistów od PR. Pomoże budować wyrazistą markę regionu
- "Kwitnące Opolskie" to "big idea", czyli szerokie pojęcie marki. Musi być obowiązkowo uniwersalne, by nie tyle powalać na kolana pazurem, ale mieć w sobie nośność pozwalającą zawrzeć w tym pojęciu interesy rożnych grup społecznych i zawodowych - wyjaśnia Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny Grupy Eskadra przygotowującej plan marketingu regionalnego województwa opolskiego na najbliższe lata.

Jakie mamy atuty

Badania Eskadry pozwoliły ustalić, że Opolszczyzna w ogóle nie jest wypromowana w kraju. Badani zapytani o regiony polski południowo-zachodniej wymieniali Śląsk i Małopolskę. Kojarzyli jedynie Opole, jako miejsce festiwalu polskiej piosenki, oraz obecność na tych terenach Mniejszości Niemieckiej.

Specjaliści od marketingu i PR zjeździli Opolskie i znaleźli jego atuty. To:

- potencjał turystyczny opierający się na pięknie regionu, jego ultraciekawej historii oraz na całej gamie tradycji, zwyczajów i wartości społecznych; - muzyka (festiwal opolski jest najbardziej rozpoznawalną imprezą w kraju, a posiadanie amfiteatrów w Opolu i na Górze św. Anny stwarza możliwość organizowania wielkich imprez rozrywkowych); - mądre i konsekwentne myślenie o terenach wiejskich (mamy najbardziej w kraju zaawansowany proces odnowy wsi); - najlepsze w Polsce myślenie o opiece nad słabszymi dzięki sieci placówek opiekuńczych i stacjach Caritasu; - wyższe uczelnie są dobrym punktem wyjścia do rozwoju strategicznych dziedzin, takich jak np. edukacja. Ponadto spece od PR podkreślali, że nasze województwo wyróżnia komunikacja międzykulturowa, słyniemy z tolerancji i dobrych relacji pomiędzy Polakami a Mniejszością Niemiecką. i jak je wykorzystać

Opolszczyzna ma się reklamować jako region bezpieczny, sielski, oaza spokoju. Posłuży temu hasło "Kwitnące Opolskie". Zmyślony wylicza, jak można je sprzedać. A więc np. ustawić ekologiczne witacze na granicy województwa albo podarować mieszkańcom Katowic lub Krakowa kwietniki. Można też maleńką sadzonkę wysłać wybranej grupie osób. - Takie niekonwencjonalne sposoby "sprzedaży" województwa zadziałają bardziej przekonywująco niż tradycyjna kampania reklamowa - przekonywał urzędników Zmyślony, który zauważył jednak i mankamenty regionu. To silni sąsiedzi, autostrada bez zjazdów i stacji benzynowych i brak zdecydowania w działaniu. - Opolskie potrzebuje mocnych liderów - skwitował

Mówi dyrektor kreatywny Eskadry

Dorota Wodecka-Lasota: "Kwitnące Opolskie" to bardzo pojemne hasło.

Mateusz Zmyślony: To "big idea", czyli szerokie pojęcie marki. Musi być obowiązkowo uniwersalne, by nie tyle powalać na kolana pazurem, ale mieć w sobie nośność pozwalającą zawrzeć w tym pojęciu interesy różnych grup społecznych i zawodowych. Czyli pozwolić np. na promowanie się nim i biznesu, i społeczności wiejskich.

Badania Eskadry wykazały, że Opole kojarzy się z festiwalem. Tyle że żyje nim tylko amfiteatr, a w mieście są tylko co najwyżej dłużej czynne piwne ogródki.

- Festiwal to flagowa impreza Opola i Opolszczyzny. I nie ma co kombinować, tylko wokół niego budować markę Opola. W Edynburgu, kiedy trwa festiwal teatralny, żyje nim całe miasto, więc niech żyje festiwalem i Opole. Wcale dużo nie potrzeba. To mim na jednym rogu albo aktorzy na szczudłach na drugim. Miasto powinno dać bodziec ku takim działaniom. Na przykład uchwałą rady miasta, że popieramy knajpy, gdzie grana jest muzyka na żywo. I zwrócić się do biznesu z ofertą, że wtedy i wtedy mamy festiwale i warto, byście tu zainwestowali, bo wam się opłaci, bo będą klienci.

Sądzi Pan, że można promować Opole jako miasto festiwali? Bo w końcu mamy ich tu kilka.

- To oczywiste. Opole powinno o tym pomyśleć, bo taka promocja oparta na imprezach, które już się odbywają, nie generuje nowych kosztów. Festiwal perkusyjny jest idealną imprezą, która może międzynarodowo wypromować miasto i region. Potrzebuje tylko dobrego PR. Trzeba zadbać o festiwal opolski i zrepozycjonować jego markę zz pomocą telewizji i zmienić myślenie o nim, że to chała. Rozmawiałem już o tym z TVP i sądzę, że kiedy w czerwcu powstanie nowy zarząd, będzie to dobry moment, by się tym zająć.

Ale dbając o festiwal, nie można zapominać o drugim amfiteatrze na Górze św. Anny. To olbrzymi atut regionu, dlatego logicznym kierunkiem działań marketingowo-promocyjnych jest postawienie na muzykę i festiwale w jego stolicy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Opole



lis
12

Toruń na językach

dnia: poniedziałek, 12 listopada 2007

Toruń na językach

Toruń ma ciekawe festiwale, ale nikt Polsce o nich nie słyszał. Pomysłów mamy co niemiara, ale kto o nich wie w kraju? Grupa zajmująca się promocją Torunia wytknęła błędy osobom zajmującym się marketingiem miasta.

Warszawska Grupa Eskadra, która zajmowała się już promocją Warszawy i Kopalni Soli w Wieliczce, teraz wzięła pod lupę Toruń.



Specjaliści mają znaleźć nowy pomysł na Toruń, czyli wymyślić jednozdaniowe hasło, które będzie utożsamiane z Toruniem i przedstawić plan działań promocyjnych do roku 2016.

Przy okazji wskazali nasze mocne i słabe strony. Na czym mamy budować nasza pozycję?

- Kopernik super star i non stop festiwal - wymieniał Mateusz Zmyślony z Grupy Eskadra. - Zbadaliśmy popularność w Polsce toruńskich festiwali. Wynik? Jest dramatycznie niska. Nie jesteście “na językach”. Toruń jest kojarzony przede wszystkim z Kopernikiem, więc trzeba to wykorzystać. Ale z pomysłem.

Zdaniem specjalistów z Grupy Eskadra należy odpuścić sobie strategię agresywną i nie zawłaszczać Kopernika. Raczej zalecają wspólną strategią z Flomborkiem i Olsztynem. Skrytykowali też nasze dotychczasowe działania.

Unikalna cecha miasta

- Mocną stroną Torunia jest Stare Miasto otoczone lasami, ale tym chwali się większość europejskich miast - mówił Mateusz Zmyślony. - Trzeba odnaleźć unikalną cechę miasta, coś, czego w innym mieście nie ma. Stare Miasto nie jest tym czymś. Szansą na zbudowanie miasta XXII wieku jest UMK, ale nadal słabo wykorzystywane jest zaplecze naukowe. Trzeba poskromić lokalne piekiełko artystyczne i odbudować kontakty z Bydgoszczą.

Mateusz Zmyślony skrytykował też konkurs na logo ESK 2016.
- Nie jest najlepsze, pod tym względem Toruń traci przy Łodzi czy Poznaniu - mówił. - Pomysł, by wybrać logo w plebiscycie nie był trafiony, bo tym powinni zająć się specjaliści.
To ostatni chwila, by zająć się walką o tytuł ESK 2016, bo miasto nie ma żadnej alternatywy. Jeżeli tytuł stolicy kultury przejdzie nam koło nosa, to wyrzucimy w błoto pieniądze i pomysły. Specjaliści z Eskadry podkreślali, że najbardziej znane miasta nigdy nie przestają walczyć o kolejne wydarzenia. Toruń natomiast walczy tylko o tytuł ESK 2016 i to jest strategicznym błędem.

Pięć pomysłów
W strategii rozwoju miasta powinniśmy też zwrócić uwagę na zagrożenie, jakim jest ewentualny spadek zainteresowania studiami na UMK.
Eskadra zaproponowała pięć pomysłów na hasło promujące miasto: “Kosmopolis Toruń”, czyli galaktyka, miasto gwiazd, “Kreatywny! Toruń” - miasto z pomysłem, “Toruń uskrzydla” - każdy tu czuje się świetnie, “Smaki świata” - nawiązanie do toruńskich pierników i wreszcie “Toruń interaktywny”, gdzie gotyk na dotyk łączy się ze współczesnością.
Pomysły Eskadry spotkały się z zainteresowaniem przysłuchujących się gości.
- Uważam, że hasło “Kreatywny! Toruń” jest zbyt szerokie i możemy mu nie sprostać - mówił Zbigniew Lisowski, dyrektor Baja Pomorskiego. - “Kosmopolis” natomiast jest w pełni uzasadnione, bo mamy czym się chwalić.
Lucjan Broniewicz, chociaż jest dyrektorem Planetarium nie chciał zamykać się na inne pomysły.
- Teoretycznie hasło “Kosmopolis” jest mi najbliższe, ale wydaje mi się, że ono może być jednak za wąskie - mówił. - “Kreatywny! Toruń” może zawierać w sobie to pierwsze hasło, ale obawiam się, że zabraknie nam mocnego uzasadnienia do “Kreatywnego! Torunia”.
Przez tydzień pod adresem e-mail: a.kalucki@eskadra.com.pl Eskadra czeka na opinie mieszkańców.
O wyborze hasła nie zadecydują jednak mieszkańcy. Za kilka dni Eskadra wybierze jeden z pięciu pomysłów na hasło i przedstawi władzom Torunia.

Źródło: Gazeta Pomorska
paź
29

Miasto zrywa się do biegu - na reklamie

dnia: poniedziałek, 29 października 2007

Miasto zrywa się do biegu - na reklamie

Jacek Gałęzewski, Krzysztof Aładowicz


Bydgoszcz wystartowała z promocją miasta w kraju. Reklamy trafiły już do ogólnopolskich kolorowych magazynów. Stratedzy wymyślili też nowe hasło "Bydgoszcz porusza", które ma przyciągnąć do nas turystów i inwestorów.


Fot. Archiwum

Plakat promujący Bydgoszcz, ze sprinterką szykującą się do startu, będzie można zobaczyć w ogólnopolskich gazetach.

W dodatku "Promocja miast" dołączonym do najnowszego wydania miesięcznika "Press" ukazała się całostronicowa reklama Bydgoszczy z hasłem "Miasto gotowe na jutro". Na zdjęciu widzimy sprinterkę zrywającą się do biegu z bloków startowych. To metafora miasta ostro ruszającego do przodu i jednocześnie informacja, że Bydgoszcz jest idealnym miejscem na początek biznesu czy nowego etapu życia. Autorzy reklamy pomysłowo zaakcentowali też dwa filary, na których ma się opierać promocja miasta - jeden to sport, drugi to muzyka. Klucze wiolinowe i nuty zostały wkomponowane w linie bieżni. Na drugim planie widać zamglone bydgoskie zabytki.

Reklama ze sprinterką, autorski pomysł wydziału promocji Urzędu Miasta, została pozytywnie przyjęta przez specjalistów z branży marketingowej i wkrótce pojawi się w ogólnopolskich dziennikach.

To jednak dopiero zaczątek zaplanowanej na wielką skalę promocji Bydgoszczy.

- Przygotowujemy wielką ofensywę. Potrzebujemy jeszcze kilku miesięcy, by dopracować całościową i atrakcyjną koncepcję. Nie będzie żadnej improwizacji, każdy szczegół musi być przemyślany - zapewnia Maciej Grześkowiak, doradca prezydenta ds. promocji.

Czego może spodziewać się po nowej strategii?

- Bydgoszcz nie ma zbyt wielu zabytków. W obiegowej opinii jest to miasto nieciekawe, do którego nie warto przyjeżdżać. Trzeba zmienić ten pogląd, musimy przekonać przyjezdnych, że u nas czekają ich przeżycia niezwykłe, m.in. koncerty, festiwale, imprezy sportowe. Chodzi o to, żeby Bydgoszcz w kraju zaczęła się ludziom kojarzyć pozytywnie - mówi Grześkowiak.

Kierunki promocyjnej ofensywy określiła już wcześniej zatrudniona przez ratusz agencja marketingowa Eskadra Market Place. - Czeka nas bardzo ambitne zadanie, które musi być wdrażane w sposób odważny i drapieżny. Chcemy rozreklamować Bydgoszcz jako miasto wzbudzające emocje, przyjazne dzieciom, rozbrzmiewające muzyką i pełne zieleni - wyjaśnia Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny agencji.

Za kilka miesięcy ruszy kampania reklamowa pod hasłem "Bydgoszcz porusza", czyli wzbudza emocje. Hasło ma mieć oryginalną oprawę plastyczną. Eskadra planuje specjalne ekspozycje w około 20 miejscach Bydgoszczy, które wywoływałyby takie stany emocjonalne jak radość, smutek, lęk, euforia, sentyment, miłość itd.

- Żądni mocnych wrażeń mogliby chwile strachu przeżyć na przykład w starej fabryce dynamitu z czasów wojny na terenie Zachemu. Jesteśmy przekonani, że takie ekspozycje zainspirowałyby innych mieszkańców kraju do odwiedzenia naszego miasta - przekonuje Zmyślony.

Wydział promocji chce też zaangażować do promocyjnych działań mieszkańców miasta, restauratorów i hotelarzy. Chodzi o to, by turyści spotykali się w Bydgoszczy z otwartością i przyjaznym klimatem. Kampanię taką prowadzili Niemcy przed piłkarskimi mistrzostwami świata pod hasłem "Bądź gościem u przyjaciół".

- Choćby nie wiem jak wielką robotę promocyjną wykonali urzędnicy, efekt ostateczny mogą zniweczyć incydenty. Pamiętam jak wstydziłem się, gdy byłem z gośćmi z zagranicy w jednej z lepszych restauracji i podczas kolacji kelnerka zaczęła szmatą sprzątać podłogę. Niby nic, ale myślę, że ci obcokrajowcy nie wywieźli najlepszych wrażeń z Bydgoszczy - wspomina Grześkowiak. Między innymi takim incydentom mają zapobiec szkolenia, które ratusz będzie organizował dla ludzi z instytucji mających styczność z turystami.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
wrz
18

Jestem pod wrażeniem spotkania o strategii

dnia: wtorek, 18 września 2007

Jestem pod wrażeniem spotkania o strategii

Piotr Mikołajczyk


Na poniedziałkowym spotkaniu o budowie strategii promocji miasta była większość przedstawicieli, którym zależy na Toruniu.

Sala prawie pełna, grubo ponad setka osób. Spotkanie bardzo długie, prawie trzy godziny. Włączenie tylu środowisk w tworzenie strategii oznacza także znacznie większe utożsamianie się mieszkańców - w późniejszym czasie realizacji - z przekazanymi treściami. A także możliwość prawie natychmiastowego przełożenia dokumentu teoretycznego na praktykę. Według firmy Eskadra możliwe jest nawet, by konkretna kampania ruszyła już 2-3 miesiące po zakończeniu strategii i trwała - na bieżąco modyfikowana i obserwowana - przez lata. Dobrze, że zajmuje się tym firma zewnętrzna. Eskadra robiła kilkanaście strategii i - według własnych twierdzeń - jest jedyną firmą z tak dużym doświadczeniem w kraju. Nie zachodzi obawa, że dostaniemy bubel. Poza tym lokalna firma byłaby, niestety, powiązana lokalnymi zależnościami, co z całą pewnością wpływałoby na szczerość wypowiedzi i obiektywizm oraz świeże spojrzenie.

Matusz Zmyślony [szef Eskadry - red.] potrafił kilkakrotnie powiedzieć, że jest ogromny dysonans między możliwościami i potencjałem Torunia a jego nikłym wykorzystywaniem na zewnątrz. Według niego w Polsce wykorzystujemy zaledwie ok. 10 proc. możliwości, a za granicą - jest to udział wręcz marginalny (cytował badania). Wynika stąd, że nie wykorzystujemy może i 90 proc. szans i możliwości, jakie ma Toruń. Dodano też, żebyśmy jako torunianie nie patrzyli tylko na to, co jest nam dane niejako przez los w prezencie (wspaniała spuścizna kulturowa i historyczna), ale byśmy potrafili wnieść coś od nas - uporządkować to w konkretne komunikaty i zaczęli regularnie je wysyłać do określonych grup docelowych, czego dotąd prawie nie robiono. Nie wiem, czy jakakolwiek toruńska firma zdobyłaby się na takie, bądź co bądź ważne, komentarze. Na samym początku padło także m.in. takie zdanie, że na pierwszy rzut oka, po tygodniowym pobycie u nas, szef Eskadry ocenia Toruń jako miasto z ogromnym potencjałem, kiepskim (czy przeciętnym) jego wykorzystaniem oraz dużymi kompleksami i obawami mieszkańców co do jego znacznie większego wykorzystania.

Dla tych, co lubią wpadki dodam, że i Zmyślony miał parę takich, m.in. nie słyszał o Colloquium Charitativum z XVII wieku, co może świadczyć i o jego niepełnej wiedzy o mieście, i o słabości wykorzystywania przez Toruń ważnych wydarzeń w kampanii promocyjnej. Kraków o swoim smoku czy Poznań o Malcie poinformowały już chyba cały świat...

Co do treści merytorycznej, powiem, że jestem pod wrażeniem i nie sądziłem, iż będzie aż tak dobrze. Padło może ze sto różnych pomysłów i koncepcji, poza tymi, które Eskadra sama stworzyła oraz tymi, jakie dostała od różnych organizacji. Naprawdę warto było być. Warto pojawić się na następnej dyskusji, za 2-3 tygodnie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń
sie
30

Toruński pojedynek o wizerunek Kopernika

dnia: czwartek, 30 sierpnia 2007

Toruński pojedynek o wizerunek Kopernika


- Miasto tej klasy co Toruń musi cały czas aż furczeć od pomysłów co ze sobą począć - mówi Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny agencji marketingowej Grupa Eskadra, która przygotuje strategię promocji Torunia.


Jacek Hołub: Jak Toruń jest postrzegany na zewnątrz?

Mateusz Zmyślony: Jeśli ktoś zna Toruń i był w nim, to ocenia miasto bardzo pozytywnie. Problem polega na tym, że stosunkowo niewielu ludzi odwiedziło Toruń, coś o nim wie i go widziało. Porównując potencjał miasta do tego, jak jest on wykorzystywany, przed Toruniem długa i raczej świetlana droga. Pod warunkiem, że będzie miał dobrą strategię promocyjną i ją konsekwentnie zrealizuje.

Na co Toruń powinien postawić w promocji zewnętrzej?

- Dopiero przygotowujemy się do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Ale "Gotyk na dotyk" to bardzo słuszny kierunek promocji. Od początku bardzo chwaliliśmy was za ten slogan. Nie wiem, czy nie jest to najlepsze hasło w Polsce.

Na pewno trzeba postawić na gotyk. Trzeba tylko przedstawić taki pomysł na miasto, który wyróżni je spośród innych gotyckich ośrodków w tej części Europy. Toruń zasługuje na sukces mierzony nie tylko liczbą turystów, inwestorów, imprez kulturalnych, ale też ich jakością. Zasługuje na znacznie więcej, niż ma w tej chwili.

Co poza gotykiem, który można zobaczyć także w innych miastach, jest charakterystyczne dla Torunia?

- To dopiero się okaże podczas naszej pracy. Ale nie każdemu klientowi mówię "zamieszkałbym z chęcią u was". A Toruń jest super. Ma taką liczbę atrakcji tworzących tzw. life style, który powoduje, że każdy może się tu czuć dobrze. To m.in. uniwersytet, knajpy, estetyka, otoczenie Starego Miasta. Gdyby Starówka nie miała różnych fajnych rzeczy, nie byłaby tak atrakcyjna, bo zabytkowych centrów miast jest na pęczki.

W Toruniu szczególnie mnie wzruszył pomnik Filutka na Rynku Staromiejskim. To symbol fajnego, bezpretensjonalnego myślenia o własnym mieście, który spowodował, że czuję tu siłę, że Toruń może gonić Kraków i Wrocław. A dobre myślenie, to nie tylko myślenie o jakimś kosmicznym rozmachu. Czasami są to kameralne sprawy, które świadczą o genius loci. I właśnie genius loci Torun niewątpliwie ma.

Rzeczywiście wykorzystujemy wszystkie atuty miasta?

- Toruń ma do dyspozycji takie symbole, że nie powinien być marketingowym ośrodkiem zapomnianym przez Boga i ludzi. Ale gdybym miał dodać trochę dziegciu, wskazałbym na Kopernika. Nie wiem, czy walczycie o niego najlepiej, bo macie konkurencję: Frombork i Olsztyn. Do tej pory Toruń nie miał pomysłu na wykorzystanie Kopernika. Trzeba do niego podejść od nowa, ze świeżą głową. I trzeba raz na zawsze wygrać pojedynek, że Kopernik nie był kobietą, tylko torunianinem .

Po drugie, macie najlepszą w Polsce markę produktową - toruńskie pierniki, które są totalnie niewykorzystane marketingowo. To co jest mogłoby być tysiąc razy fajniejsze i sławne na świecie, a nie jest. | Dodając do tego Starówkę i kilka innych smaczków mamy miasto, które ma potencjał lokujący je w pierwszej piątce miast Polski. To potencjał znacznie większy niż by wykazywała liczba mieszkańców.

Czy Kopernik „gotyk na dotyk” i pierniki wystarczą, żeby zdobyć tytuł Europejskiej Stolicy Kultury?

- To tylko fundament. Trzeba jeszcze czymś błysnąć, pokazać, że jest się liderem, że myśli się inaczej niż konkurencja. Toruń będzie rywalizował z innymi miastami, kto zorganizuje najatrakcyjniejszą imprezę, kto według mediów jest najfajniejszym ośrodkiem w Polsce. Niekoniecznie robiłbym z Torunia zagłębie koncernów produkujących telewizory. Oczywiście inwestycje powinny kwitnąć, natomiast ważne jest, żeby być miastem, które się lubi, sympatycznym. O którym ludzie mówią: "to jest najfajniejsze miejsce do życia". U nas jest lepiej niż w Warszawie, bo spokojniej, fajniej niż w Krakowie, bo mniej pretensjonalnie.

Toruń nie ma tak wielkich pieniędzy na promocję jak metropolie: Poznań, Łódź czy Gdańsk. Mamy szansę, żeby powalczyć z nimi o ESK?

- Obsługiwaliśmy kandydaturę Polski do Euro 2012. Tam było widać, że nie wolno mieć żadnych kompleksów i jak, powiedział trener kadry Leo Beenhaker: ”czasami trzeba po prostu zastukać do bramy, żeby mogła się otworzyć.” Argument, że Toruń nie ma pieniędzy uważam za całkowicie chybiony. W tym oku rusza podział unijnych środków na lata 2007-2013. To kilkadziesiąt miliardów euro. Pieniądze zdobędą te miasta , które złożą dobre wnioski. Toruń może je złożyć, a ze strategią promocyjną w ręku będzie to robił sprawniej i szybciej. I może zdobyć podobne pieniądze jak Poznań czy Gdańsk.

Więc gdybym miał dzisiaj typować, powiedziałbym, że to Toruń wygra rywalizację o ESK. To będzie jednym z celów strategii. Ale od strony wizerunkowej Toruń nie tylko powinien zostać ESK, postaramy się poszukać jeszcze co najmniej pięciu czy sześciu kolejnych tego typu ambitnych wyzwań, bo miasto tej klasy musi cały czas aż furczeć od pomysłów co ze sobą począć.

Rozmawiał Jacek Hołub

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń
sie
30

Eskadra od Euro 2012 wypromuje Toruń

dnia: czwartek, 30 sierpnia 2007

Eskadra od Euro 2012 wypromuje Toruń

Jacek Hołub

Warszawska agencja marketingowa Grupa Eskadra przygotuje strategię promocji Torunia, która ma doprowadzić miasto do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Koszt: prawie sto tysięcy złotych.




- Eskadra, to jedyna w Polsce agencja, która specjalizuje się w marketingu miejsc - mówi Joanna Kolasińska z wydziału informacji, promocji i turystyki magistratu. - Przygotowała już strategię promocji Warszawy, województwa śląskiego i kopalni soli w Wieliczce. Pracowała też przy kampanii, która doprowadziła do uzyskania przez Polskę praw do organizacji Euro 2012.

Specjaliści z Eskadry za przygotowanie strategii promocji naszego miasta zainkasują 97,6 tys. zł.



Spółka wygrała przetarg przygotowany przez magistrat. Była bezkonkurencyjna. Ofertę złożyła również firma z Wrocławia, ale nie spełniała wymagań formalnych - nie potrafiła wymienić trzech podobnych projektów, które zrealizowała w ostatnich latach. Plan przygotowany przez Eskadrę ma być gotowy w listopadzie br.

Wcześniej marketingowcy z Warszawy przeanalizują silne i słabe strony toruńskiej promocji oraz wskażą szanse i zagrożenia związane z wizerunkiem miasta. Zaplanowane jest również przeprowadzenie konsultacji w tym zakresie. - Chodzi o to, żeby pokazać co robiliśmy do tej pory dobrze, ale również, by wytknąć błędy, na których będziemy się uczyć przyszłego postępowania - wyjaśnia Kolasińska. - Wszystko po to, aby osiągnąć najważniejszy cel - zdobycie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016.



Eskadra opracuje także m.in. jednozdaniowe hasło, które ma być utożsamiane z Toruniem i szczegółowy plan działań promocyjnych do roku 2016. Specjaliści wskażą też unikatowe cechy naszego miasta, z którymi utożsamiają się torunianie i z którym mają je kojarzyć turyści i inwestorzy.

Dzięki strategii miasto będzie mogło starać się o środki na promocję z Unii Europejskiej.

Dlaczego Eskadra zdecydowała się zaangażować w promocję Torunia?

- Po wyborze Polski na gospodarza mistrzostw Europy 2012 szukamy nowych wyzwań - mówi Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny Grupy Eskadra. - Dla nas Toruń jest najlepszym kandydatem do Europejskiej Stolicy Kultury.

Według dyrektora Eskadry niektóre symbole Torunia ciągle są mało zauważane. Za taki uważa np. postać Mikołaja Kopernika. - Do tej pory Toruń nie miał pomysłu na to, by go promocyjnie wykorzystać - uważa Zmyślony. Chwali pomnik psa Filutka. - To symbol bezpretensjonalnego myślenia o własnym mieście - mówi. Chce także eksponować toruńskie zabytki.

Zmyślony liczy na to, że jeśli przygotowana przez jego firmę strategia spodoba się torunianom, Eskadra zostanie wynajęta do dalszej promocji miasta

- Referencje? Są nie najgorsze - wskazuje. - Mamy "know-how" po sprawach związanych z UEFA (Unia Europejskich Związków Piłkarskich - organizacja, która decyduje m.in. o tym, kto zostaje gospodarzem mistrzostw Europy - przyp. red.) i kilka osób, które wykuły sukces Euro 2012 własnymi rękami: pracowały przy prezentacji, jeździły do Cardiff, gdzie wybrano Polskę. Skierowalibyśmy do roboty dokładnie ten sam zespół. To na pewno mogłoby się przysłużyć kandydaturze Torunia.


Czy Toruń - jak uważa dyrektor Eskadry - niewystarczająco wykorzystuje w promocji postać Mikołaja Kopernika? Czy eksponując hasło "gotyk na dotyk" nie zapomniano o innych symbolach miasta? Czekamy na opinie czytelników - e-mail: redakcja@torun.agora.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń
sie
22

Przebudzenie marketingowe miast

dnia: środa, 22 sierpnia 2007
Mateusz Zmyślony, dyrektor kreatywny agencji marketingowej Grupa Eskadra, która przygotowuje strategię promocji Torunia zaznacza, że miasto takiej klasy co Toruń musi przez cały czas mieć mnóstwo pomysłów co ze sobą począć.



Zmyślony podkreśla, że jeżeli ktoś zna Toruń i już kiedyś w nim był, wówczas ocenia miasto bardzo pozytywnie. Jednak problem polega właśnie na tym, że stosunkowo mało ludzi odwiedziło Toruń i coś o nim wie. Biorąc pod uwagę potencjał miasta oraz fakt, jak jest on teraz wykorzystywany, przed Toruniem jest długa, ale raczej świetlana droga. Warunkiem jest jednak dobra strategia promocyjna.

Grupa Eskadra jeszcze zastanawia się na co powinien postawić Toruń w promocji zewnętrznej, ale uważa, że "Gotyk na dotyk" jest bardzo słusznym kierunkiem promocji. Zmyślony przyznaje, że agencja od początku bardzo chwali Toruń za ten slogan. Przyznaje, że może to być nawet najlepsze hasło w Polsce. Zaznacza, że z pewnością trzeba postawić na gotyk, ale konieczne jest przedstawienie takiego pomysłu na miasto, który wyróżni je spośród innych gotyckich ośrodków w Europie. Zmyślony wyznał - Toruń zasługuje na sukces mierzony nie tylko liczbą turystów, inwestorów, imprez kulturalnych, ale też ich jakością. Zasługuje na znacznie więcej, niż ma w tej chwili.

Według Zmyślonego Toruń jest super miastem. Ma taką liczbę atrakcji tworzących, czyli tzw. life style, co sprawia, że każdy może się w tym mieście czuć dobrze. Wpływ na to mają głównie: uniwersytet, knajpy, estetyka i otoczenie Starego Miasta. Wyznał - W Toruniu szczególnie mnie wzruszył pomnik Filutka na Rynku Staromiejskim. To symbol fajnego, bezpretensjonalnego myślenia o własnym mieście, który spowodował, że czuję tu siłę, że Toruń może gonić Kraków i Wrocław. A dobre myślenie, to nie tylko myślenie o jakimś kosmicznym rozmachu. Czasami są to kameralne sprawy, które świadczą o genius loci. I właśnie genius loci Toruń niewątpliwie ma.

Jednak Zmyślony przyznał też, że Toruń nie wykorzystuje w swojej promocji miasta postaci Mikołaja Kopernika. Wynika to z faktu, że miasto nie ma pomysłu na wykorzystanie polskiego astronoma i przegrywa walkę z Fromborkiem i Olsztynem. A Kopernik był przecież torunianinem.

Drugą sprawą w pełni niewykorzystaną marketingowo są toruńskie pierniki. Ich sławę można bardziej rozpowszechnić na świecie.

Toruń stara się o miano Europejskiej Stolicy Kultury. Jednak czy Kopernik, "gotyk na dotyk" i pierniki wystarczą, aby zdobyć ten tytuł? Zmyślony zaznacza - To tylko fundament. Trzeba jeszcze czymś błysnąć, pokazać, że jest się liderem, że myśli się inaczej niż konkurencja. Toruń będzie rywalizował z innymi miastami, kto zorganizuje najatrakcyjniejszą imprezę, kto według mediów jest najfajniejszym ośrodkiem w Polsce. Niekoniecznie robiłbym z Torunia zagłębie koncernów produkujących telewizory. Oczywiście inwestycje powinny kwitnąć, natomiast ważne jest, żeby być miastem, które się lubi, sympatycznym. O którym ludzie mówią: "to jest najfajniejsze miejsce do życia". U nas jest lepiej niż w Warszawie, bo spokojniej, fajniej niż w Krakowie, bo mniej pretensjonalnie. Toruń nie ma tak wielkich pieniędzy na promocję jak metropolie: Poznań, Łódź czy Gdańsk.

Według Zmyślonego Toruń wygra rywalizację o miano Europejskiej Stolicy Kultury. Zaznacza też, że będzie to jednym z celów strategii.

Źródło: Tur-Info.pl
Nakarm przeglądarkę RSS